CZEGO NAUCZYŁO MNIE MOJE DZIECKO?

Od małych dzieci (i tych starszych też), my dorośli nauczyć możemy się bardzo wiele. Często tego co banalne, a dawno w naszej głowie zapomniane. Opowiem Wam co mi udało się osiągnąć dzięki moim pociechom.

Dzieci to najlepsi nauczyciele, równie dobrzy jak czas. Moje dzieci nauczyły mnie tego, czego nie nauczyło mnie życie przed ich pojawieniem się. Jak się okazało to dwa zupełnie rożne światy. W tej chwili trudno mi już w ogóle przypomnieć sobie jak wyglądało moje życie bez dzieci, są spójną częścią mnie, zupełnie tak jakby były przy mnie od zawsze. To dzięki nim odkryłam w sobie pokłady cierpliwości o których wcześniej nie miałam pojęcia, a co za tym idzie pokory, zrozumienia, dystansu. Wcześniej krucho było u mnie z tymi cechami. Córki pokazały mi, że za ich pomocą jak za dotknięciem różdżki można przejść z choleryka do sangwinika 😉

Dzieci nauczyły mnie czym są uczucia.

Czym są uczucia, a także jak je okazywać, nie bać się ich, jak głośno mówić KOCHAM CIĘ, tak często jak się da i kiedy tylko się da, bezwarunkowo. I że warto mówić o swoich uczuciach. Zawsze. Nie chodzi zresztą tylko o uczucia. Sama uczę swoje dzieci, a tym samym one mnie – dialogu i rozmowy. Rozmawiamy na różne tematy, nie boimy się pytać, jesteśmy otwarci na wymianę argumentów. I dobrze, bo nie ma nic gorszego niż stłamszenie dziecka i jego ego. Komunikacja w rodzinie to podstawa. Moje dzieci wiedzą, że z nami dorosłymi mogą po prostu pogadać. Od najmłodszych lat buduje w moich dzieciach poczucie własnej wartości. Widząc jakie mam świadome dzieci, sama czuję się bardziej dowartościowana.

Dzięki najmłodszym zrozumiałam, że warto się uśmiechać.

To dzieci pokazały mi jak ważne jest poczucie humoru i dystans, również w stosunku do samej siebie. Jak nie brać wszystkiego zawsze do siebie. Jak cieszyć się z małych rzeczy i że warto to robić, bo wtedy jest po prostu lżej, przyjemniej, spokojniej. Dzieci nauczyły mnie też, że nie warto chować w sobie urazy, że warto przebaczać i zapominać smutki dnia wczorajszego. Nigdy nie chodzimy spać pokłóceni, zawsze rozmawiamy i godzimy się tego samego dnia. Przede wszystkim jesteśmy szczerzy, a to nam bardzo pomaga.

Przy dzieciach czas płynie szybciej.

Paradoksalnie to dzięki moim brzdącom realnie dotarło do mnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, jak szybko upływa czas. Widzę jak zmienia się świat, ale to od dzieci wiele nauczyłam się o jego postrzeganiu. Dziecięce postrzeganie świata jest często zupełnie inne niż moje i bardzo ciekawe zarazem. Dzięki dzieciom jestem bardziej otwarta na nowości, innowacje, nowe pomysły. Poza tym upływający czas uświadomił mi, że warto chłonąć każdą chwilę i zwyczajnie cieszyć się z życia.

Nauczyłam się słuchać, a nie tylko mówić.

Każdy maluch ma silną potrzebę wyrażania siebie, ma prawo mieć swoje zdanie, przemyślenia, ma prawo popełniać błędy i czerpać z nich naukę na przyszłość. Zrozumiałam, że samo mówienie i pouczanie nie przynosi rezultatów. Dlatego umożliwiam moim dzieciom zebranie własnych doświadczeń i wniosków. W zamian one chętnie dzielą się swoją wiedzą. Czasami milczenie faktycznie jest złotem, a jak już mówić to tylko szczerze i wprost. Dzięki temu nasza komunikacja jest klarowna i bez domysłów. Cenię sobie tę cechę.

Ważne są rzeczy proste.

Proste czyli takie jak sama obecność. Staram się poświęcać swój czas dzieciom, chociażby wspólne rysowanie przynosi wiele radości, a nie jest specjalnie wymagające. Nauczyłam się cieszyć z tych oczywistych rzeczy. Dzieci pomogły mi ustanowić nową hierarchię ważności. Dzięki nim wiem co jest w życiu ważne i zaczęłam doceniać otaczającą mnie rzeczywistość bez robienia wygórowanych oczekiwań. Z dziećmi jestem tu i teraz i to jest w tej chwili najpiękniejsze.

Prawdę mówiąc, dzięki moim księżniczkom wiem już kim jestem, znam swoją wartość, żyję w zgodzie ze sobą. Czerpię radość z życia, podążam za marzeniami, kocham bez granic i za to im dziękuję.

Przeczytaj też

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz