KULTURALNY DEFICYT

deficyt kulturalny

Czasy się zmieniły, świat się zmienił i ludzie też się zmienili. Stali się sobie obcy, niechętnie inicjują rozmowę. Nie uśmiechają się do siebie na ulicy, nie pytają, udają, że są niewidzialni. Jest inaczej, taki mamy klimat, taki mamy e-świat, a wraz z nim pogłębiający się deficyt kulturalny. Objawia się on np. przy kontakcie z duetem: matka & dziecko.

W zeszłym tygodniu wybrałam się na pocztę. Z wózkiem naturalnie i jego zawartością czyli 8 kg Juleczką. W specyfikacji wózka napisane jest, że waży ok. 11 kg (i jest to jeden z lżejszych wózków o zgrozo), w koszu miałam też paczkę, którą chciałam nadać i stanowiła ona drobny, ale jednak – dodatkowy ciężar. Podjeżdżam pod urząd pocztowy, a ponieważ to taki urząd, wiecie – z historią, to niestety nie doczekał się odświeżenia i zmiany designu na bardziej nowoczesny, tudzież podjazdu dla wózków. No, ale dobra, zawsze daję radę więc i tym razem niespecjalnie przejęłam się tym brakiem udogodnień. Jak się nie ma dzieci, bądź nie jeździ się na wózku to takich braków naprawdę nie widać. Dopiero jak trzeba samemu zmierzyć się z problemem, to wtedy – nomen omen – zaczynają się schody. Pod pocztą jeden młody chłopak palił papierosa, a drugi właśnie pośpiesznie z poczty wychodził najwidoczniej nie zauważając mnie stojącej na deszczu i próbującej wykonać jakieś dziwne akrobacje, by ten wózek przemieścić. Sytuacja trudna, bo tam gdzie kończą się schody od razu zaczynają się drzwi, ale nie te wygodne z czujnikiem, samo otwierające się, NIE! Tam są drzwi wiekowe, porządnie ciężkie i solidne. Jak to w tych czasach było robione – raz, a dobrze! Tak więc podnoszę ten wózek i przemieszczam się ku górze, Pan obok skończył palić i ustawił  się za mną z ponaglającym wzrokiem. Nie no luzik. Ogarnęłam. W między czasie, zanim doszłam do tego urządzenia co to wypluwa numerki, ten uroczy młody pan wyprzedził mnie, więc kolejka nieco mi się wydłużyła. W środku nie było klimy (wiadomo wiekowy budynek – nie ten standard), a liczba osób oczekujących dawała o sobie znać w postaci totalnego zaduchu. Czułam, że zaczynam się pocić w tej kurtce, co to przed chwilą zlał mi ją deszcz. Julka też już wymięka, przebiera nogami na swój niemowlęcy właściwy sposób, bo chodzić jeszcze nie umie. Czekam. Czekam. Czekam. Julka jeszcze cierpliwa, Pani w okienku obok którego stałyśmy właśnie udała się na przerwę. Czekam. Po 20 minut udało się, nadałyśmy paczkę i wychodzimy. I co? Schody, ludzie wchodzą i wychodzą, ale mnie nie widzą co nie? Zakasałam rękawy i z wózkiem (lżejszym o paczkę) schodzę na dół, trochę nas przygniatają te solidne drzwi, ale co tam. W między czasie pojawili się ludzie co to chcieli na pocztę wejść, ale blokowałam im wejście (sic!). Oni czekają, ja schodzę i nagle pojawiła się Pani, która przytrzymała mi drzwi! Zbawienie! Tylko tyle i aż tyle! Jak ja to doceniłam! Strasznie jej dziękowałam, choć to takie głupie, bo przecież normalna rzecz wydawać by się mogło nie? Jednak nie dla wszystkich. Co ciekawe, ta Pani była chyba pracownikiem poczty i wraz z inną Panią dźwigały właśnie jaką skrzynkę z listami. Mimo to postanowiła mi pomóc. Doceniam taki gest, serio serio. Nie wiem jak poczuli się Ci co to czekali, aż ja wyjdę, ale mam nadzieję, że choć trochę było im głupio.

Permanentne chamstwo

To nie była jedyna historia, z takimi sytuacjami spotykam się na każdym kroku podczas obecnej macierzyńskiej przygody. Ostatnio podobną sytuację z trzymaniem drzwi (albo jego brakiem) miałam podczas wejścia do sklepu. I  tak jest cały czas. Ludzie nie widzą, nie czują potrzeby, nie wiedzą (?!),  że można i trzeba pomóc, ustąpić. Kiedyś to był standard, teraz jest zupełnie inaczej. Prawdę mówiąc trochę wkurza mnie ta głupota ludzka (o tym czego jeszcze nie lubię w ludziach możesz przeczytać tutaj), takie chamstwo i obojętność. Ciężkie jarzenie to naprawdę jakaś plaga ostatnich czasów. Nie lubię prosić się o cokolwiek, po prostu jestem typem człowieka, który idzie swoją drogą i radzi sobie samodzielnie. Jeśli ktoś wyciąga do mnie rękę, zawsze chętnie z tej ręki korzystam i osobiście zawsze chętnie wyciągam rękę do innych. Będąc w ciąży miałam pozytywne odczucia związane z okazywaną pomocą, a po porodzie zauważyłam, że kobiety z dziećmi (nawet tymi najmniejszymi) przestały się liczyć.

Matka matce winna

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jest cała masa matek, które żyją w myśl zasady „bo mi się należy”, wymuszają pierwszeństwo i przywileje, bo mogą, bo chcą, bo mają prawo. W dużej mierze to dzięki nim mamy teraz takie społeczne uprzedzenie i znieczulicę. Oj tak. Matki jak nikt inny potrafią rozkręcić aferę, zbulwersować się, ponarzekać, mieć pretensje. To niezaprzeczalny fakt. W stosunku do takich osób trudno wykazywać się empatią i uprzejmością. Niestety takie matki psują wizerunek MATKI jako takiej i kreują w oczach innych jeden typ: matki roszczeniowej, którą ludzie jak spam w komputerze wrzucają do jednego worka: IGNOROWAĆ. Przykre, ale prawdziwe. Musimy same mieć w sobie siłę, by walczyć o swoje, ale w sposób kulturalny i na poziomie. Zawsze powinien nam przyświecać jeden cel jakim jest dobro dziecka.

Jak jest każdy (?) widzi

Nie piszę tego wszystkiego po to, żeby ponarzekać jak typowa matka roszczeniowa. Naprawdę nie, bo w swoich osądach zawsze staram się być sprawiedliwa. Jedne rzeczy mnie ruszają, inne wcale. Na co dzień staram się być niezależna, radzić sobie zawsze i wszędzie w każdej sytuacji. Nie lubię na innych wymuszać pomocy i wsparcia. Nigdy dla siebie bym tego nie zrobiła, ale dla dziecka już tak. Skoro widzę, że nie dam rady – wtedy pytam i proszę innych. Z taktem i wyczuciem można wszystko i rzadko kiedy ktoś odmawia poproszony. Bardziej zależało mi na ukazaniu drugiej strony medalu. Nie każda matka jest taka sama, nie każda matka jest roszczeniowa. Większość z nas na pewno umie sobie poradzić z niejednym problemem, znacznie większym niż wniesienie wózka. Jednak czasem warto na nią spojrzeć przychylnym okiem i wesprzeć zwykłym przytrzymaniem drzwi. To żadna ujma, to postawa godna pochwały. Dlatego jeśli spotykamy się z pomocą – chwalmy i dziękujmy innym, w ten sposób damy znać, że warto pomagać. Karma wróci więc mam nadzieję, że wszyscy z tej historii dostaną dokładnie to na co zasłużyli 🙂

 

 A wy jakie macie doświadczenia z życia matki w pasywnym społeczeństwie? A może wcale nie jest pasywne? Ciekawa jestem jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie? Czy ten deficyt kulturalny to tylko moje subiektywne spostrzeżenie czy coś w tym jest?

 

Jeśli spodobał Ci się mój wpis będzie mi miło jeśli go polubisz i/lub udostępnisz.

Polub też moją stronę na Facebooku https://www.facebook.com/SuperMammaBlog/

Zajrzyj na mój Instagram https://www.instagram.com/supermamma.pl/

Przeczytaj też

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz