MAGIA PRZESZŁOŚCI

Jeśli dorastaliście w latach 70-tych, 80-tych lub 90-tych, to z pewnością pamiętacie jak się wtedy spędzało wolny czas. 

Może nie każdy wie, ale te 20 czy 30 lat temu naprawdę nie było internetu, ani komputerów. Nie było fejsika, telefonów, apek robiących za Ciebie wszystko. Nie wrzucało się fotki z byle wyjścia na świeże powietrze, bo tym świeżym powietrzem człowiek cieszył się praktycznie non stop i było to coś zupełnie normalnego. Idąc dalej tropem braku łączności to komunikacja wbrew pozorom przebiegała całkiem sprawnie, choć na pewno nie tak szybko jak w dzisiejszych czasach. Wszystko miało swoje plusy i minusy. Kiedy chciało się coś komuś powiedzieć to mówiło się mu to prosto w oczy. Rozmowa, przekazywanie swoich emocji bez niedomówień, czytelny przekaz dla obu stron, bez dwuznaczności komunikacji mobilnej. Dziś tak o to trudno. W dobie emotek i naklejek kiedy to pisząc myślimy jedno, a odbiorca drugie.

Kiedyś było fajnie.

O tym, że dzieci chętniej wychodziły na podwórko (same!), a rodzice z tego powodu nie panikowali wie chyba każdy, choćby ze słyszenia. Tak było. Wychodziło się na dwór na czas określony. Nie miałaś zegarka? Trzeba było dowiadywać się, która godzina. Grzecznie pytać innych, meldować się w domu co jakiś czas – wszystko było jasne. Jeśli chodzi o meldowanie… działało to tak, że szło się pod okno, darło się ile sił w gardle (my na szczęście mieszkaliśmy na 1 pietrze, wiec sąsiedzi nie mieli tak źle ;-)). Mama oczywiście wychylała się przez okienko i pozwalała na kolejne 10 minut 🙂

Zabawy z niczego.

I znowu temat mobilności. Nie było gier typu Pokemon Go, nie było telefonów i właśnie dlatego zabawy wymyślano sa-mo-dziel-nie! Często były to zwykłe zabawy słowne, dobre dla większej grupy zbierającej się na podwórku czyli np. głuchy telefon czy pomidor. Szczytem luksusu było jeśli ktoś na osiedlu miał piłkę, wtedy to dopiero można było się pobawić choćby w „Ali Ali dom się pali”. Kolejny gadżet – kreda, a wraz z nią gra w klasy czy ślimaka. Następnie, guma do skakania lub po prostu skakanka. Oj jakie to było fajne!! Nie sposób nie wspomnieć o zabawach na trzepaku, bo akurat na naszym podwórku nie było żadnego placu zabaw czy choćby piaskownicy, wiec oblegany był trzepak. Wiem, że zabaw było dużo, ale ja pamiętam teraz jedynie „tramwajarza”. Na trzepaku można było też trenować rożne akrobacje tj. kiełbaski lub fikołki. Trzepak służył też do zaklepywania przy zabawie „raz dwa trzy baba jaga patrzy”.

Gdy na dwór wychodził mój starszy brat to mogłam zawsze się podpiąć w zabawę „państwa miasta” czy jakoś tak. Chodziło o rzucanie w ziemię scyzorykiem (tak ostrym narzędziem!) i wycinanie swojego terytorium. Były też zabawy ruchowe, takie jak podchody, berek czy zabawa w chowanego. Było tego naprawdę sporo, mam wrażenie, że mogłabym jeszcze długo tak wyliczać…

Ostatnio odwiedzając rodziców zauważyłam, że zostało wycięte olbrzymie drzewo, które rosło tuż przy trzepaku. Pomimo, że nigdy się na nie nie wspięłam (choć wielokrotnie próbowałam), to z sentymentem myślę o nim, bo jednak było dla mnie pewnym symbolem dzieciństwa.

Wtedy nie było nic, a jednocześnie było wszystko, a może i jeszcze więcej. Na pewno nie było tylu alergii pokarmowych, na gluten, laktozę czy styropian 😉 tak styropian:-) . Miałam podwórkową koleżankę, która bawiła się w gotowanie, robiąc sobie za garnki dziury w asfalcie lub na murkach i mieszała tam łyżką (patykiem) rożne składniki: błotko, trawę, listki, no i prawdziwy rarytas styropian :-). Te jej wariacje kulinarne chyba jej nie zaszkodziły, chociaż? 😉

Powrót do przeszłości.

Łezka mi się kręci w oku na wspomnienie tamtych czasów, sama jestem w szoku ile rzeczy pamiętam, a dziś przedstawiłam Wam w zasadzie tylko wycinek moich wspomnień, tamtejszego klimatu, tamtych  gier i zabaw. Jak było u Was? Mieliście jakieś ulubione zajęcia, które pamiętacie do dziś? Jakie?

Przeczytaj też

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz