MAMA PERFEKCYJNA

mama perfekcyjna

Zaczynam opadać z sił, czuję że nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a oczy same się kleją. Nie mam na nic czasu, o kontakt z rzeczywistością ciężko, a obowiązków nie ubywa, wręcz przeciwnie. Z dnia na dzień jest coraz ciężej… Brzmi znajomo? Nie. Nie jestem mamą perfekcyjną. I Ty też nią nie jesteś.

Jestem za to życiową perfekcjonistką. Przynajmniej do tego zawsze dążę. Wszystko co robię musi być idealne. Niestety, to zgubna cecha. Zwłaszcza w macierzyństwie nie jest wskazana, bo matki muszą umieć odpuszczać. Ja nie umiem. Muszą umieć ustalać hierarchię potrzeb i priorytety, a u mnie wszystko jest ważne. Od czystości w domu, na punkcie której mam przysłowiowego pie… fioła, po zawartość garnka, na punkcie którego mam kolejnego fioła. To nie wszystko. Wymagam od siebie absolutnie wszystkiego: by dzieciom się nie nudziło w domu (organizuję zabawy), by dzieci mogły pobyć odpowiednią ilość czasu na zewnątrz (organizuję spacery), by dzieci miały czyste i uprasowane ubrania, by miały smaczny obiad, by mogły pojechać z nami w odwiedziny to tu to tam, by pościel zawsze była świeża, a ręce czyste, by nigdy nie zabrakło proszku do prania bądź warzyw do gotowania, by zawsze było coś do picia (na zaś), by lato w mieście było ciekawsze chodzimy na lody, na pizzę, do różnych kawiarni, nowych miejsc. Wymagam tego wszystkiego od siebie, bo czuję, że JA jestem za to odpowiedzialna. W końcu jestem matką. Niestety, gdy coś z listy nie powiedzie się tak jak sobie założyłam to potrafię być wobec siebie bardzo krytyczna (to kolejna słaba cecha) i przez to jestem jeszcze bardziej wymagająca… Dziwne, że jeszcze nie zwariowałam… choć może?

Matką i kobietą być.

Oprócz wymienionych czynności stricte domowych wymagam od siebie jeszcze więcej, bo przecież nie mogę zapominać w tym wszystkim, o tym że jestem też kobietą! Tak więc robię te paznokcie, chodzę od czasu do czasu do fryzjera, biorę szybki prysznic w między czasie wcierając peeling i spłukując maseczkę z włosów. Muszę przecież dobrze wyglądać, zaniedbane matki są straszne. Nie, ja nigdy taka nie będę. Działam. Staram się. Robię to wszystko. Powtarzalność czynności jest aż przytłaczająca. I tak płynie tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, a moja machina obowiązków tak naprawdę dopiero się rozkręca.

Multizadaniowość mam we krwi (chyba).

Ta machina kończy 7 miesięcy i ma na imię Julia. Zaczyna się okres wzmożonej atencji i uwagi, bo dziecko stało się mobilne i umie się już przemieszczać. Oczy i uszy wciąż muszą być szeroko otwarte (no dobra – u mnie ucho). Są otwarte. Jednocześnie mieszając w garnku, zerkam czy mała nie dopełzała do jakiegoś miejsca w domu, które mogłoby być dla niej niebezpieczne. W nocy budzę się do niej tyle razy ile potrzebuje, karmię tyle czasu ile chce. Kładę się spać i śpię sama nie wiem ile, czy w ogóle śpię czy tylko czuwam? Nie wiem. Jestem tak zmęczona, że nie ma to znaczenia, ważne żeby na chwile zamknąć oczy.

Krótki sen.

Patrząc w kalendarz nie wierzę, że mija 7 miesięcy. To wszystko za szybko płynie… I przez ten czas właśnie, przez świadomość jego ulotności i przemijania jest mi jakoś tak lżej. Wiem, że to wszystko dzieje się w moim życiu już po raz ostatni (nie przewidujemy większego grona dzieci 😉 ) i zdaję sobie sprawę z tego, że za rok moje życie prawdopodobnie diametralnie będzie różniło się od obecnie spędzanego czasu. Po starszej córce widzę, że sytuacje które dzieją się teraz, naprawdę nie mają większego znaczenia tzn. w przyszłości mieć nie będą. O tych nieprzespanych nocach, o tych sfrustrowanych chwilach z długą checklistą rzeczy do zrobienia na dziś w głowie, o tym stosie wyprasowanych rzeczy, o tych skrupulatnie przyrządzonych obiadkach i długich spacerach… nikt nie będzie o tym pamiętał, a już na pewno nie dziecko dla którego robię to wszystko 🙂 Mimo wszystko nie umiem i nie lubię żyć w choasie, po prostu mi to przeszkadza. Ogarnięta przestrzeń wokół mnie, to ogarnięta ja. Ogarnięta ja to ogarnięte dzieci. Proste równanie? Proste. Tak więc pomimo wyczerpania będę robić wszystko najlepiej jak umiem, bo zawsze zrobię wszystko, by moim dzieciom żyło się dobrze i bezpiecznie. Od tego jest mama. Mama zawsze sprawia, że niemożliwe staje się możliwe. Taka właśnie jestem – nieperfekcyjnie perfekcyjna.

 

A tak na poważnie to nie jestem i nigdy nie będę perfekcyjną matką, bo między nami … czy taka w ogóle istnieje?  Oczywiście będę starała się być najlepszą matką jaką tylko mogę być i wierzę, że moim dzieciom to właśnie wystarczy. 

Przeczytaj też

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz