ZMIANY U MAMY

Zmiany

Wychowanie uczy wielu rzeczy, o tym czego nauczyło mnie moje dziecko pisze TUTAJ. Jednak wychowanie to przede wszystkim zmiany. My jako rodzice, uczymy się te zmiany akceptować i wdrażać. Z rożnym skutkiem. Oczywiście to samo dotyczy dzieci. Czym się kierować, by ułatwić sobie wychowanie w tak sinusoidalnej atmosferze?

Przede wszystkim liczy się podejście. Przy wychowaniu drugiego dziecka wiem już, że tak naprawdę kluczowe jest samodoskonalenie i rozwój. Permanentny rozwój. Tego właśnie nauczyła mnie druga córka. Dlaczego akurat on? Myślę, że można porównać macierzyństwo do pracy w korporacji, bo tam (tak jak w wychowaniu) jedyną pewną jest zmiana. Każda zmiana doskonali  i uczy nas czegoś nowego. Żeby to jednak zauważyć, trzeba (nomen omen) zmienić myślenie i swoje podejście, innymi słowy spróbować otworzyć się na te zmiany. Wtedy jest większa szansa na to, że coś dobrego z nich wyniesiemy. Nie ma co przyzwyczajać się do schematów i zapuszczać korzenie w jednych „dobrych i sprawdzonych” metodach wychowawczych. Takie nie istnieją! Nie ma co łudzić się, że skoro teraz pewne metody działają, to na pewno będą działały zawsze i na każdego.  Nie będą. Każde dziecko jest inne i każde dziecko (nie da się ukryć) rośnie, zmienia się, a wraz z nim jego potrzeby. Powinniśmy dostosować się do aktualnej sytuacji i otaczających nas nieuchronnych zmian, znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące tu o teraz.

Chcę, a nie muszę.

No tak, to zdecydowanie najtrudniejszy element każdej zmiany. Nie tylko wychowania, ale też zmiany stylu życia, diety czy treningu. Taka prosta zamiana słów pomoże nam w zmianie sposobu myślenia i pozytywnym podejściu do tematu, bo o ile łatwiej robi się coś kiedy się CHCE, a nie MUSI. Tak więc, kiedy mój maluszek płacze i płacze i płacze, a ja po raz kolejny utulam ją na rękach, myślę sobie: chcę ją nosić na tych rękach (za parę lat już tego robić przecież nie będę i jestem przekonana, że z sentymentem będę wracać do tych chwil), CHCĘ jej pomóc. CHCĘ żeby przestała wreszcie płakać. Jeśli starsza córka ma wspólne zajęcia z rodzicami w przedszkolu, które za cholerę nie spinają mi się z rozkładem dnia, ale wiem jakie to dla niej ważne, myślę sobie: CHCĘ tam iść, żeby zrobić jej przyjemność itd., itp…. Jak zawsze zaczynać trzeba od siebie, najpierw samemu pozytywnie zacząć, a żadna zmiana nas już nie przestraszy.

Rozwój zmiany.

Każdy na pewno zna ten syndrom. Kiedy żyjemy w statusie quo – nie rozumiemy zmian. Nie chcemy ich dostrzegać, a już na pewno czegokolwiek zmieniać, w końcu jest dobrze jak jest. Niestety z dzieckiem tak się nie da. Zatem jak jest dobrze, to super, to ciesz się tym, ale też nastaw się na to, że nic nie trwa wiecznie i nie zawsze może tak być. Carpe diem. Kiedy będzie gorzej to nie użalaj się, bo przecież nie zawsze może być kolorowo. Po przyjściu zmiany, następuje moment zwrotny, otóż nie dopuszczamy myśli, że coś w naszym idealnym schemacie przestało iskrzyć, w naturalny sposób opieramy się i wypieramy elementy nowe w swojej układance. Takie zachowanie szybko doprowadza nas do chaosu i dezorganizacji . Gdy dajmy na to dziecko ząbkuje (wiem coś o tym) codziennie idealnie poukładany świat nagle się burzy i wszystko przewraca się do góry nogami. Co jest?! Nie no, zaraz zaraz, wczoraj było dobrze więc dziś też musi, no heloł? Nie jest dobrze, a następnego dnia jest jeszcze gorzej i wtedy uświadamiasz sobie to, co jest kolejnym etapem w procesie urzeczywistniania zmian, a mianowicie : myślisz nad nowym pomysłem i wdrażasz go w życie, czyli dopuszczasz zmianę. Szybko kombinujesz jak szybko i skutecznie tę rozwaloną układankę poskładać do kupy. Kiedy tę zmianę zainicjujesz, zapewne okaże się, że idealna nie jest, więc płynnie przechodzisz kolejny etap jakim są tzw. kłody pod nóżkami i dochodzisz do punktu zwrotnego jakim jest ogarnięcie się i mobilizacja ku lepszemu. Jeśli uda się przejść to wszystko, dotrwasz i przy okazji nie zwariujesz będzie można uznać, że zaczynasz na nowo, a zmiana się udała!

Jedna. Tylko, że w macierzyństwie zmian jest tak wiele, że praktycznie trudno zliczyć… Najlepiej zatem uzbroić się w worek cierpliwości (niestety nie wiem gdzie takie sprzedają jakby co 😉 ) . Zmiany były i są nieuchronnym elementem życia. Najwięcej jest ich oczywiście u dzieci, to one zmieniają się najszybciej, my musimy je zaakceptować i pomagać je przychodzić. Edit – chcemy! No przecież, że chcemy pomagać! Chcemy prawda? To już połowa sukcesu, a później już z górki, byleby do przodu 🙂 POWODZENIA (mi też się przyda).

Przeczytaj też

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz