ZOSTAW MNIE W SPOKOJU

Znawców i ekspertów od macierzyństwa jest całe mnóstwo. Każdy wie najlepiej (na pewno lepiej niż ty sama). Każdy zasypie Cię swoimi teoriami, mądrościami i/lub pretensjami, że robisz coś tak, a nie inaczej.

Łatwo jest mówić, łatwo jest pouczać , łatwo jest krytykować. Głównie jeśli chodzi o kogoś innego. Ileż to razy usłyszałam: „jej chyba jest za ciepło”, „jej chce się pić?”, „po co jej ta czapka?”. Niestety asertywność nigdy nie była moją mocną stroną i zawsze poddawałam się przy wysłuchiwaniu tych życiowych rad. Po urodzeniu Ali nie miałam jeszcze w sobie tyle pewności siebie, by móc komuś zwrócić uwagę lub zaprzeczyć, że nie zgadzam się z jego zdaniem, że przecież mam swoje, być może dobre (jeśli nie lepsze). Wiele razy miałam wątpliwości przez te gadki, wiele razy myślałam że jestem po prostu złą matką i podejmuje złe decyzje.

Asertywność to taka cecha która często kojarzy nam się z byciem niegrzecznym. Tymczasem to coś zupełnie odwrotnego.

W czasach, gdy Ala była mała (czyli 6 lat temu), zagryzałam zęby, gdy np. goście wchodzili do pokoju dziecięcego w butach, tudzież nie myli rąk przed falą zachwytu nad moją pierwszą księżniczką. Prawda jest taka, że cholernie mi to przeszkadzało, ale myślałam, że może to niezbyt kulturalne zwracać komuś uwagę. Komuś, kto przecież przyszedł w dobrej wierze. W końcu to drobnostki, lepiej nie będę się odzywać bo jeszcze będą się na mnie krzywo patrzeć albo się obrażą… nie, nie – gra nie jest warta świeczki. Odpuszczałam. Potrzebowałam czasu, by zrozumieć, że pewne rzeczy są po prostu koniecznie i czasami warto, a nawet trzeba interweniować  nie bojąc się reakcji innych, bo w końcu to nie ona jest najważniejsza. Grzecznie można zwrócić uwagę zawsze i to nic złego. Zwłaszcza, że często inni mogą nie wiedzieć, że coś jest dla mnie ważne. Nauczyłam się lepiej wyrażać swoje prośby i sugestie. Działa bez zarzutu. I nikt się nie obraża.

Teraz już wiem.

Jak się po 6 latach okazało, z wiekiem „ekspertów” nie ubyło, oni się nie zmieniają, ale na szczęście ja tak. Kiedy więc słyszę po raz kolejny jakieś porady na które mam swój pogląd – słucham. Grzecznie słucham. Często nawet lekko się uśmiecham. Kiedy znawca teorii skończy swój wykład nie kontynuuje tematu. Rozmowa w danej sprawie nagle ucina się tak szybko jak się pojawiła. I to okazuje się być lepsze niż jakakolwiek polemika. Ze ścianą nie pogadasz, więc lepiej przyjąć coś jednym uchem, a drugim wypuścić. Dodatkowo 6 lat macierzyństwa z Alicją oraz narodziny Julii nauczyły mnie też jak mówić NIE, ponieważ umówmy się – bierne słuchanie nie sprawdza się wtedy, gdy ktoś nas atakuje zarzutami z którymi nie możemy się zgodzić. Wtedy nawet koniecznie jest sprzeciwienie się,  w końcu jeśli jest atak to jest i obrona. Ja w tej chwili nie boję się wyrażać swojego zdania, bo mam je i jestem do niego przekonana, jest moje. Nie zgadzasz sie z nim? Ok, masz do tego prawo, ale nie narzucaj mi też swoich opinii. Możemy pogadać, wymienić się argumentami, ale nie krytykuj mnie za moje decyzje. Wiedz, że staram się być najlepszą matką z najlepszych i wierzę, że w oczach moich dzieci jestem. W twoich nie muszę, dlatego daj mi po prostu spokój.

Przeczytaj też

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz